Nie wiem co ja w ogóle tutaj robię. Chyba wlazłem porażony nicością 2010 roku. Ta nicość na własne życzenie - nie za bardzo jestem/ byłem w stanie coś z tym zrobić, po prostu jakaś taka kompletna niemoc, zresztą od dłuższego czasu. Chciałbym dostać mocnego kopa, to moje największe marzenie na 2011
skomentuj (0)
This joke is not funny anymore.
To prawda, popełniłem błąd, poniosłem wszelkie konsekwencje tego co zrobiłem, mam tylko wrażenie, że uczciwość specjalnie nie popłaca. Nie do końca pojmuję to co się w około dzieje, mam dosyć czekania na coś co się zdarzy, a sam czuję się sparaliżowany, niezdolny do jakiegokolwiek działania, do poruszenia jakiejkolwiek kończyny w jakimkolwiek innym kierunku niż jest to absolutnie konieczne. Nie czuję się nawet na tyle silny żeby pójść się upić.
Kompletnie nie mam pojęcia jak jest urządzony świat, co jest właściwie istotne, choć z drugiej strony podświadomie wiem, nie bardzo tylko jestem sobie w stanie z tym poradzić.
Mam dużo wątpliwości.
Najgorsze jest to, że oczekiwałbym, że w wieku 30 lat będę znał odpowiedzi na conajmniej kilka pytań, a ja ciągle czuję się jak niemowlę. Niemowlę zaplątane w jakąś dziwną pajęczynę, coś jakby przypominające mgłę, tak mi to przyszło do głowy bo nie za bardzo byłem w stanie zobaczyć co jest po drugiej stronie. Nie wiem, jakoś źle czuję się w tym wieku kompletnie bez planu na to co się wydarzy.
(właśnie jaskółka nie zauważyła okna i rozbiła mi się o szybę)
No, ale w końcu po to ten blog istnieje, żebym mógł napisać cokolwiek mi się podoba, a nawet to co mi się nie podoba. Czuję się kompletnie niedopasowany do rzeczywistości. nie wiem gdzie będzie jutro i nawet mnie nie pytaj gdzie jest pojutrze. Pojutrze jest nigdzie, kompletnie go nie ma, jest nie-is-tnie-ją-ce.
Mam nowy piec firmy Worcester - Bosch.
Z blogiem jak to w życiu... raz się chce raz się niechce, chyba powoli znowu nachodzi mnie chcica.
skomentuj (1)
Optymizm spływa z góry wraz z rosnącą temperaturą powietrza. Jest już całkiem długo jasno, choć sam do końca nie wiem czy to lubię, zaczyna brakować pretekstu by wcześnie iść spać.
Zegar, jedyny mebel w pokoju, wreszcie pokazuje właściwą godzinę - nie zdążyłem przestawić go na czas zimowy, później już nie było warto.
Skulony pod kołdrą z notebookiem na kolanach popijam herbatkę z cytryną i sokiem malinowym, próbuję się nie dać wiosennej chorobie. A trzeba było już latać w samej marynarce?
Memories from New York City:

... co by odnotować wiekopomne wydarzenie. Otóż piszę to siedząc w wagonie nr 6 Ex Heweliusz, a jesteśmy gdzieś koło Ciechanowa. Do czego to doszło! Żeby z pociągu można było pisać bloga!
A poza tym właśnie za bilet wypisywany w pociągu zapłaciłem kartą kredytową. No no poprawia się... cholerka, żeby tak jeszcze klima w pociągu i wszystko byłoby OK!